I spotkanie Kobiet w Akcji

DZIEŃ PIERWSZY – CZWARTEK

Druhny zaczynają docierać na miejsce… o godzinie siedemnastej Burmistrz Wielenia Pan Zbigniew Stochaj wita wszystkie przybyłe do nas Dziewczyny. Głos zabiera również Alicja Adamczyk Pani Dyrektor Miejsko Gminnego ośrodka Kultury Strzelnica w Wieleniu oraz Prezes Zarządu OSP Wieleń dh. Jerzy Ziopaja. Po części oficjalnej wyjaśniam im w jakiej części świata wylądowały i z jakich pobudek je tu zaprosiliśmy… Ruszamy do Dzierzożna. Pan Stefan już czeka z kolacją i kwaterujemy się w pokojach. Trochę mamy obawy czy wszystko gra. Ale co tam. Lody ruszyły. W głowie Piotra milion pomysłów- tych dodatkowych. Omawiamy zagadnienia teoretyczne. KSRG. OSP. PSP. Stowarzyszenie.Ustawodawstwo. Piotr wprowadza idee Czerwonego Krzyża. Humanitaryzm. Bezstronność. Neutralność. Niezależność. DOBROWOLNOŚĆ. Jedność. Powszechność. Nasze spotkanie przybiera formułę warsztatów. Pytamy Dziewczyn co robią w swoich jednostkach, niektóre strasznie zdołowane… Zapisuję. Nie zdradzamy do końca co będzie w piątek. Prosimy tylko o integrację w miarę na sucho… Sami w pokoju coś tam otwieramy. Szału nie ma. Mam gorączkę. Godzina 0.20. Piotr macha ręką bo już zasypiam. Chciał mi przedstawić milion pierwszy pomysł.

kwa1


DZIEŃ DRUGI – PIĄTEK

No to jazda:) Śniadanie. I lecimy do Wielenia. Prawie wszysko gra organizacyjnie. Prawie… Zmieniamy miejsce ćwiczeń. Wielkie dzięki dla Pana Sebastiana. Kamień mi spadł z serca bo już widziałem zawód w wielu oczach. Dobrze że Pan Spokojny jest obok. Ratownictwo techniczne. Omawiam sprzęt. Dziewczyny słuchają. Nawet te co biorą udział w zdarzeniach nie dostają do ręki sprzętu hydraulicznego. Dalej Piotr. Uczy sprawiania, zasady działania. Sprzedajemy nasze wiadomości. Zaczynamy ćwiczenia. Ledwo stoję na nogach. Tabletki i woda. Teraz widać ogień w oczach. Nareszcie. Oboje z Piotrem wytykamy błędy. Nie ma ich wiele. Miłe zaskoczenie. Generalnie brak doświadczenia. Ratownictwo medyczne opanowane najlepiej. Rozpierają, tną, tłuką. Do destrukcji widzę nikogo nie trzeba namawiać. Stabilizacja leży. Ale wyjaśniamy i pokazujemy, w końcu to warsztaty. W między czasie alarm.Wypadek. Chłopaki znikają. Wszystkie chętnie pojechały by z nimi. Nic z tego:). Jedziemy na obiad. Waldemar staje na wysokości zadania, jak zawsze zresztą w kuchni. Pada deszcz, ale nie słyszę ani jednego słowa protestu. Idziemy na wspinalnię. Zdziwienie. Ale nie strach. Wyjaśniam zasady. Mają przełamać swój strach, zdobyć zaufanie do sprzętu. Zgodnie z oczekiwaniem kolejka do okna. Widać wahanie ale jadą. 60% nawet z trzeciego piętra. „Jadwiga” przyjedzie na poprawkę. Jestem cały mokry, nie wiem czy to nerwy czy gorączka. Piotr na dole też bardzo spokojny. Na zewnątrz. Zjeżdżają jeszcze na wężu. Chyba niczego się nie boją… Podwieczorek. Wszystko już gotowe. Szatański uśmiech na twarzy Piotra. Ja też się cieszę. To lubię najbardziej. Gasić pożary od środka. Zamieniamy świetlicę na zadymiony tor przeszkód. Bardzo zadymiony tor przeszkód. Przypominam zasady. Dla większości Dziewczyn to nauka. Piotr wyjaśnia dlaczego to będą robić. W oczach radość i ogień – ” U nas nam nie dają aparatów”. Gdy wychodzą są bardzo nabuzowane. Adrenalina działa. To dobrze. Wykonują zadania które im stawia Piotr w środku. Chłopaki pomagają cały czas obsługiwać to wszystko. Trochę przeszkadzam:) Ale jest ok. Na koniec sprawdzam się sam. Wchodzę do środka z Martyną. Jako pomocnik przodownika. Czuję że zadanie może być niewykonalne. Dziwne uśmieszki mają na twarzach Ci z obsługi… Mieli litość:). Kończymy. Godzina 21.00. Pan Stefan kolację już dwa razy przekładał:) Po kolacji podsumowanie. Wypowiadają się wszyscy. Piotr ma notatki w jakimś dziwnym notesie w Pokemony… Druhny pytają jak im poszło. Było dobrze. Generalnie znowu brak obycia. Te dziewczyny które podczas zdarzeń wchodzą w zadymienie odstają od pozostałych. Czy jesteśmy z nich zadowoleni? Nic nie odpowiadamy:) W pokoju Piotrowi włącza się gaduła. Zgrywamy zdjęcia. 6,5 GB. Dzień był owocny.

kwa2 kwa3 kwa4


DZIEŃ TRZECI – SOBOTA

Na śniadaniu niektóre oczy opuchnięte:) ale dramatu nie ma. Kilka otarć i siniaków. Dzisiaj ratownictwo wodne. Robimy krótki spacer nad jezioro. Po rodze mija nas Marcin z naszą najdroższą „zabawką”. Krótkie wprowadzenie teoretyczne. Trochę się motam. Uśmieszki Piotra mówią wszystko. Omawiam sprzęt i zaczynamy. Zadanie: silny podmuch wiatru wywrócił kajak. Należy podjąć poszkodowanego, ocenić stan zdrowia i udzielić KPP. Załogi cztero osobowe. Dwie ratowniczki w ubraniach wypornościowych. Symulant to Martyna. Szybko okazuje się że Ewelina zna temat. Zostaje instruktorem a ja fotografem:) Zasada warsztatów działa. Wykonują zadania. Idzie nieźle. Wychodzi słońce a woda ma 25 stopni… Zaczynamy część rekreacyjną. Dziewczyny pływają łodzią. Niektóre jej nie doceniały bo „ich lepsza”. Nie gniewamy się… Przeprosiły:) Obiad jak zwykle bardzo dobry. Dezyderiusz i Oktawiusz już czekają. Ratownictwo medyczne. Takie z życia. Nie z książki. O osiemnastej jedziemy na teren pożaru z 1992 roku. To już dwadzieścia lat. Opowiadam jak było. Wchodzimy na platformę widokową i pokazuję zasięg pożaru. Nie wiem czy dotarło do Nich co tu się działo… Jedziemy do Lotniczej bazy leśnej w Marianowie. Druhny oglądają Dromadera do gaszenia pożarów. Mogą dotknąć wszystkiego, siadają za sterami. Atrakcja lotniska? Labrador który otrzymał porcję pieszczot na tydzień:) Znowu spóźnienie na kolację. Pan Stefan nas wywali w końcu… Ognisko rozpoczyna się z opóźnieniem. Była ulewa. Wszystko mokre. To co na balkonie też. Pan Optymista trochę zjechał z tonu, ale tylko na pięć sekund. Piper walczy z mokrym drzewem. Pomogła ekipa z OSP Rogoźno. Warsztaty. Na ognisku… Skończyło się o czwartej rano.

kwa5 kwa6 kwa7


DZIEŃ CZWARTY – NIEDZIELA

Śniadanie o dziewiątej. O dziwo frekwencja 98%. To też coś mówi. Na plus oczywiście. Jajka gorące jak cholera. O jedenastej podsumowanie. Wcześniej robimy ostatnie notatki. Martyna porządkuje zdjęcia i filmy. Zaczynamy. Rozkręca się powoli. Oczywiście Piotr twierdzi że gadam najwięcej. Nawet nowe przezwisko dostałem. Ustalamy wspólne stanowisko, wydamy małą broszurkę i treści tam zawarte mają być wspólne. Czy jesteśmy z Nich zadowoleni? Tak:) Pan Łaskawy też. Myślę że cel tego spotkania został osiągnięty. Teraz Druhny nikt już Wam nie powie ze aparat powietrzny jest na Was za duży, nie dacie rady pracować w ubraniu wypornościowym czy wynieść kogoś z zdymionych pomieszczeń. Już wiecie że dacie radę. Ale polegajcie na Waszych kolegach z OSP. Serdecznie dziękuję wszystkim którzy nas wsparli. Panu Burmistrzowi, Zarządowi OSP, Alicji, Sebastianowi Banachowiczowi. Wielkie dzięki Dezyd i Olaf. Waldek i Lidka żarcie było super. Nie nie zapomniałem:) Dziekuję Wszystkim z OSP Wieleń za ogromną pracę którą wykonaliście przed, w trakcie i po imprezie. Piotr bez Ciebie byli byśmy jak dzieci we mgle(dymie). Dzięki za wsparcie. To tyle… Do zobaczenia za rok:). Dominik